Hide/Show Panels Hide/Show Panels
off
Srebrny Jubileusz Michalickiej posługi na Bemowie
Z naszych Wspólnot




WARSZAWA Bemowo
To świętowanie zgromadziło nie tylko dostojnych gości, takich jak Abp Kazimierz Nycz, przedstawiciele lokalnych władz i dyrekcji szkół, ale przybyli radować się tym srebrnym jubileuszem prawie wszyscy księża i siostry, jacy do tej pory pracowali w tutejszej parafii. Łącznie przez te ćwierć wieku na Bemowie pracowało 37 sióstr, z których szczególnie zasłużyły się prekursorki: s. Wirginia Filip i s. Eugenia Dziadosz. W uroczystościach wzięła udział także nasza siostra asystentka generalna Maksymiliana Ciepała oraz jedna z byłych przełożonych generalnych: s. Remigiusza Dziewit.

Wspomnienia Siostry Wirginii, przekazane do okolicznościowej książki o posłudze michalickiej na Bemowie, zamieszczamy też poniżej.

Ks.Arp K.Nycz i ks.prob.J.Groński
siostry na srebrnym jubileuszu





s.Wirginia Filip s. Wirginia Filip,
WSPOMNIENIA Z BEMOWA


W czasie wakacji w 1981 r. przełożona generalna m. Benigna Kot skierowała mnie i s. Eugenię Dziadosz na Bemowo, abyśmy w nowym roku szkolnym wspomogły ks. Józefa Żaka w katechizacji. Tego też roku, 15 sierpnia, Ks. Bogdan Sotkiewicz. - proboszcz parafii św. Józefa na Kole, ogłosił na wszystkich Mszach św., że na Bemowie będzie budowany kościół. Wierni bardzo się cieszyli, choć nikt nie wiedział jeszcze, w którym miejscu ma stanąć nowa świątynia. Tego samego dnia, po południu, korzystając z zaproszenia ks. Żaka, wybrałyśmy się z s. Eugenią, aby zobaczyć miejsce budowy nowego kościoła. Kiedy wysiadłyśmy z tramwaju, zostałyśmy otoczone przez dzieci. S. Eugenia zapytała jednego z chłopców, jak mu na imię. Odpowiedział: "Rafał". "A Ty?" - spytała kolejnego. A on: rMichałr1;. Odczytałyśmy to jako znak, toteż ks. Józef usłyszał na powitanie z ust s. Eugenii: rMusimy być na Bemowier30;!r1; Wkrótce dołączyli do nas także dorośli, którzy z radosnym wzruszeniem oglądali plac przewidziany na budowę kościoła.
Ks. Józef Żak szybko zabrał się do pracy i wraz w liczną grupą chętnych osób przez dwa tygodnie porządkował teren od składów budowlanych. 5 września ks. bp Modzelewski miał poświęcić prowizoryczną kaplicę, krzyż i plac kościelny. W sobotę 4 września, w tym baraku, gdzie miała być tymczasowa kapliczka, działały jeszcze do południa biura budowlane, a po południu przyszli ludzie z wiadrami i ścierkami, by do wieczora myć i porządkować cały barak. Wtedy też w rogu baraku budowano z cegły podwyższenie na tabernakulum. Wielu mówiło wówczas: "Mój Boże, na misjach Pan Jezus ma ładniejsze". Ale nie było już czasu na nic innego.
Moim zmartwieniem było, czy dzieci przyjdą na procesję, bo jeszcze nie zdążyłyśmy zorganizować żadnej grupy i za mało znałyśmy tamtejszą ludność. A tu 5 września przyszła duża grupa dziewczynek w bieli, dorośli pięknie przybrali krzyż, z którym po poświęceniu wyruszono w procesji wokół placu. Mężczyźni z ogromną powagą nieśli ten krzyż na miejsce, gdzie został wkopany. Ludzie płakali z radości.

s. Eugenia Dziadosz Ksiądz Józef ogłosił zaraz, że od poniedziałku będą zapisy na lekcję religii w baraku. Katechizacją najmłodszych klas zajęła się s. Eugenia, starsze uczył ks. Henryk Śnieżek i s. Wiriginia /czyli ja/, a młodzież powierzono ks. Jackowi Bieleckiemu. Warunki pracy parafialnej na Bemowie były naprawdę misyjne, nie mieliśmy mieszkania. Siostry do grudnia dojeżdżały z Gołąbek, a księża z Koła. Zanim powstała prowizoryczna kaplica na placu, wszystkie Msze święte były odprawiane pod gołym niebem. Nie zapomnę Mszy świętej, kiedy spadł pierwszy śnieg. Ksiądz śpiewał rGloriar30;r1;, a dzieci radośnie krzyczały, bawiąc się śniegiem. Stanęłam i myślę: "ja ich nie uspokoję, więc szybko poszłam do baraku, uklękłam przed Tabernakulum i mówię: "Panie Jezu, to Twój Kościół". Cieszyłam się, że tyle ludzi chodzi.
W listopadzie wracałyśmy do Gołąbek, padał duży deszcz, autobus jechał jeden na godzinę. Stałyśmy mocno przemoknięte pod jednym parasolem i zaczęłyśmy wołać przez łzy: "Panie Jezu, jak jesteśmy tu potrzebne, to daj nam mieszkanie." I o dziwo! W najbliższym tygodniu znalazłyśmy mieszkanie, w którym byłyśmy cztery lata.
W stanie wojennym wszystkie listy lokatorów zniknęły z klatek schodowych. Ludzie stali się wobec siebie nieufni. Ale ci, którzy przyprowadzali dzieci na katechezę, mówili często: "Jak widzę, że sąsiadka też przyprowadza tu swoje dziecko, to myślę, że nie jest tak źle. Dobrze, że są te lekcje". I w ten sposób nabierali do siebie zaufania.
Dużym przeżyciem była dla nas Wigilia i Uroczystość Bożego Narodzenia. Martwiłyśmy się, jak po wieczerzy wigilijnej, którą mieliśmy spożywać w swoich domach zakonnych, dojedziemy na Bemowo na Pasterkę (przecież to był rok 1981 - stan wojenny). Wtedy ks. Jacek Bielecki stwierdził, że my też jesteśmy wspólnotą, pracującą na Bemowie i tu powinna się odbyć nasza Wigilia. Nie miałyśmy jednak ani kuchni, ani talerzy, tylko małą grzałkę elektryczną. Wtedy pojechałam do sióstr do Gołąbek i do sióstr na Solec z prośbą, aby nam coś zrobiły na wieczerzę wigilijną. I tak wsparte przez nasze siostry, przygotowałyśmy wieczerzę na Bemowie. Talerze udało się kupić na Placu Trzech Krzyży. Choinka, prezenty, kolędyr30;, i Wspólnota, którą tworzyli: ks. Józef Żak, ks. Jacek Bielecki, ks. Henryk Śnieżek, kleryk, który roznosił opłatki, oraz my dwie siostry michalitki: Eugenia i Wirginia. Potem wzruszająca Pasterka, cały plac w mroku, a na nim mnóstwo ludzi. Kiedy s. Eugenia zaczęła "Wśród nocnej ciszy", natychmiast rozległ się jeden głośny śpiew. Włączyli się wszyscy, łącznie z wojskowymi, którzy nie bali się śpiewać. Po pasterce ludzie podchodzili do nas z życzeniami i serdecznie dziękowali, mówiąc m.in.: "- Nie wiecie, jak wiele znaczycie dla nas. - Dziękujemy, że jesteście. - To nasza pierwsza pasterka od pięciu lat, bo do kościoła na Kole kilka przystanków, na Stare Bemowo też daleko, a w nocy nie było czym się dostać."
Od początku duszą Bemowa był bardzo nam życzliwy ks. proboszcz z Koła, Bogdan Sotkiewicz. Dzięki jego poparciu Ks. Prymas Kardynał Wyszyński przyznał nowopowstającą parafię księżom michalitom.
Mnie przypadło pracować na Bemowie 10 lat, za co bardzo Panu Bogu dziękuję.

s. Wirginia Filip.

Klimkówka. 03.10.2007 r
Dodane przez cssma dnia 26 listopad 2007 03:22 · 1 Komentarzy · 5315 Czytań · Drukuj · PDF document
Komentarze
sdawida dnia 28 listopad 2007 13:22
Dziękuję s.Wirginii za artykuł, który mogłam wykorzystać do "Zwiatuna".
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
off
Wydarzenia
PonWtŚrCzwPiSoNie
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

Dzisiaj:
- W intencji nowych powołań post i modlitwę podejmuje s. Joanna Krejza
Post powołaniowy

Jutro:
- W intencji nowych powołań post i modlitwę podejmuje s. Antonina Lisowska

Na dzisiaj
Losowa fotka
trzeba też posprzątać
trzeba też posprzątać
Święta w klasztorze
Pomoc Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

smc
15/01/2019 19:16
Radio Watykańskie informacja o heroiczności cnót Sł.B. Anny Kaworek link

smc
04/01/2019 01:32
Modlitwa o beatyfikację Matki Anny, kazanie ks. K. Poświata CSMA link

smc
01/10/2018 17:12
Fotorelacja ze spotkania Rodzin Zaprzyjaźnionych w Miejscu Piastowym link

smc
16/09/2018 12:21
III Kongres Młodych Osób Konsekrowanych link

sMonika
05/09/2018 18:49
O Michalitkach w TVP "Coś dla Ciebie" link

smc
14/08/2018 22:26
Michalitka wśród twórców Oratorium Kalwaryjskiego "Oto Matka Twoja" link

smc
10/07/2018 22:35
Polecamy krótki montaż po spotkaniu misyjnym w Radomiu link

Archiwum
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło

Zapamiętaj mnie



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.